strona główna
  misja naszej szkoły
  historia szkoły
  patron naszej szkoły
  muzeum regionalne
  galeria zdjęć
  grono pedagogiczne
  nasi absolwenci
  hymn szkoły
  foldery szkoły
  kawiarenka
  radiowęzeł
  dokumenty szkolne
  co dalej Gimnazjalisto?
  Wiarygodna szkoła
  akcja "Szkoła z klasą"
  happeningi, ogniska, imprezy
  sport, UKS "AS" Zakrzew
  projekty, konkursy
  gazetka "Szuflada"
  gość miesiąca
  wolontariat
  uroczystości szkolne
  nasza miejscowość
  nietypowe lekcje
  wycieczki, zielona szkoła
  edukacja obywatelska
  samorząd szkolny
  świadkowie historii
  Wieści
  dla rodziców
  kontakt
 
Nasza miejscowość
Nasza mała ojczyzna


        Zakrzew jest miejscowością znajdującą się w powiecie radomskim, w województwie mazowieckim. Dzieje wsi sięgają wieku XIII, skąd pochodzi wzmianka o pierwszym kościele parafialnym. Wiadomo, że w 1330 roku nazwa miejscowości była niemalże identyczna z obecną. "Zakrzew" (lub też starsza forma "Zakrzów") jest nazwą topograficzną, pochodzącą od położenia, umiejscowienia wsi. Znaczy dosłownie "osadę za krzewami, zaroślami, krzaczkami". W połowie XV wieku Zakrzew Kościelny rozciągał się na obszarze 250 mórg i liczył sobie 45 osad. Ponowna erygacja parafii dokonana została w 1417 roku. Właścicielami tutejszych dóbr byli Eustachy i Dersław Lewartowie. Godne wspomnienia są związki Zakrzewa z rodziną Kochanowskich. Kościół parafialny to zasługa Stefana Ksawerego Korwina Kochanowskiego. Pożar poprzedniego, drewnianego budynku, skłonił krewniaka Jana z Czarnolasu do wystawienia w 1770 roku pięknej, utrzymanej w barokowym stylu, świątyni. W latach niewoli Zakrzew znajdował się pod zaborem rosyjskim. Księgi urzędowe i parafialne są napisane właśnie w tym języku. W czasie I wojny światowej miały tutaj miejsce potyczki Niemców z oddziałami kozackimi. Ówczesny proboszcz, ks. Ostrowski wspomina odgłosy wystrzałów armatnich, ucieczkę żołnierzy i inne wydarzenia. W okresie międzywojennym wieś i okoliczne dobra były własnością rodziny Hemiczków- jak się okazało ostatnich dziedziców Zakrzewa. Z przytoczonego, krótkiego, zarysu historii Zakrzewa wynika, że przez cały czas był on typową mazowiecką wioską. Ludność miejscowa przeżywała podobne troski i radości co mieszkańcy innych wsi. Obecnie Zakrzew jest miejscowością gminną z ośrodkiem zdrowia, biblioteką, kościołem, szkołą podstawową i gimnazjum. Skupia więc w sobie instytucje spełniające różnorakie funkcje: administracyjną, socjalną, wychowawczą, kulturalną. Jednak dla ludzi mieszkających tutaj to nie wszystko. Historia tej ziemi, jej niepowtarzalny urok, pamięć tradycji przeszłych pokoleń czynią z Zakrzewa małą ojczyznę, z którą mieszkańcy związani są silnymi uczuciami.

Taczów 2016

 


Wieczór Wigilijny 2015

 


Dożynki 2015

 


 

WYWIAD Z JANEM ORCZYKOWSKIM - BYŁYM NACZELNIKIEM ZAKRZEWA

 Magdalena Sobień: W rozmowie i w wierszach bardzo często wraca Pan do przeszłości. Czy to oznacza, że tęsknota za tym, co minęło jest w Panu mocno zakorzeniona?
Jan Orczykowski: Tak, to prawda. W miarę upływu lat często wracam do przeszłości. Wyraźnie widzę to, co przeżyłem. Dostrzegam ogrom zmian w środowisku wiejskim.
M.S. Czego te zmiany dotyczą?
- Zmiany dotyczą zarówno sfery materialnej jak i kulturowej. Dobrze pamiętam lata po wojnie i biedę, jaka wówczas panowała.
M.S. Czy coś przypomina Panu tamte czasy?
- Oczywiście, są to rekwizyty starej wsi międzywojennej. Przykładem są lampy naftowe, kieraty, żelazne wozy, konie wykonujące ciężką pracę na roli.
M.S. A czym wówczas zajmowali się ludzie?
- W wielu domach były warsztaty tkackie, kobiety wykonywały robótki na drutach.  Jedzono najczęściej chleb i mleko. Ziemniaki i kasza to był prawdziwy rarytas na stole. Ogólnie mówiąc, było ciężko, ale nikt nie narzekał i cieszył się z tego, co miał.
M.S. A jak wyglądało szkolnictwo?
- W mojej rodzinnej wsi Chwałowice otwarta była powszechna szkoła podstawowa i szkoła rolnicza. Pamiętam dzieci chodzące latem na bosaka do szkoły, taka była bieda. Na 300 uczniów była jedna piłka, w którą mogli grać jedynie wyróżnieni uczniowie dzięki dobroci miejscowych nauczycieli.
M.S. A czy pamięta Pan, jak zaczęło się wszystko zmieniać na lepsze? Jak do wsi zawitały elementy postępu i cywilizacji?
- Tak, w 1954 roku zaświeciła we wsi pierwsza żarówka. To było ogromne wydarzenie. Za zboże kupowano nowe polskie rowery. Od 1957 roku pojawiły się pierwsze motocykle WFM i WSK, a po 1960 roku SHL.
M.S. A czy ludzie bawili się, mieli czas na rozrywkę?
-  Bardzo miło wspominam letnie potańcówki na deskach, huczne zabawy do białego rana przy skocznej muzyce lokalnych kapel.
M.S. A jak wyglądały w tych latach budynki mieszkalne?
- W 1950 roku około 50%  domów w sieni i w kuchni miało podłogi z gliny i słomy, nie było sławojek. Wszystkie zmiany wchodziły stopniowo, a było to związane z trudną sytuacją materialną ludności.
M.S. Jak żyła w tamtych czasach polska młodzież? Czy dobrze wspomina Pan swoją młodość?
- Młodzi ludzie w większości uczyli się, bo tylko w nauce widzieli dobrą przyszłość. To był nakaz czasu. Ważna dla mnie  była matura w miejscowym Technikum Rachunkowości Rolnej i dopiero praca. Ogromna większość podejmowała studia zaoczne. Sam 12 lat spędziłem w Białobrzegach, całą dojrzałą młodość. Tu zdobyłem doświadczenie i umiejętności. Od początku angażowałem się w życie kulturalne wsi. Organizowałem miejsca rozrywki dla lokalnej wspólnoty: kluby, świetlice, Szkoły Przysposobienia Rolniczego itp.
M.S.: A co z postępem? Czy to też było dla Pana ważne?
- To było bardzo ważne, przede wszystkim wprowadzenie mechanizacji na wsi, ciągników, nowoczesnych maszyn, które miały poprawić wydajność pracy i odciążyć konie. Zwiększyła się kultura uprawy roli, ruszyła budowa wodociągów, powstawały murowane domy. Postęp był ogromny i cieszył nas wszystkich.
M.S.: Jak wyglądała Pana dalsza praca?
- Zostałem działaczem społecznym, a następnie politykiem. Wiedziałem, że nauka i poznanie mogą otworzyć mi drzwi na Polskę i na świat. Dużo wyjeżdżałem, nawiązywałem nowe znajomości, kontakty, brałem czynny udział w życiu społecznym i politycznym.
M.S.: Czy ta ciężka praca zaowocowała?
- Dostałem awans polityczny, wyjazd do Radomia i nakaz pracy w Zakrzewie, gdzie spędziłem 16 lat, czyli 1/3 mojego dorosłego produkcyjnego życia.
M.S.: Proszę opowiedzieć o tej pracy, czym się pan zajmował?
- Przez 8 lat byłem naczelnikiem gminy Zakrzew i kolejne 8 lat dyrektorem w fabryce mebli w Milejowicach, która zatrudniała aż 650 osób.  Była to bardzo odpowiedzialna, samodzielna praca. Myślę, że ten ciężki egzamin zdałem w 100% i sprawdziłem się w nowej roli.
M.S. Czy jest Pan zadowolony z tych lat pracy  w Zakrzewie na rzecz naszej społeczności gminnej?
- Tak, jestem zadowolony. Na początku myślałem, że będę tu krótko. Szybko znalazłem z mieszkańcami Zakrzewa wspólny język, miałem mnóstwo pomysłów i siłę do pracy. Byłem w swoim żywiole. Wiedziałem, że mieszkańcy wsi oczekują ode mnie pełnego zaangażowania.
M.S.: Jakie inwestycje Pan zapoczątkował?
- Na początku myślałem o rozwoju oświaty, wyremontowaniu starej szkoły, budowie przedszkola. Konieczne było zapewnić dzieciom opiekę i możliwość nauki w dobrych warunkach. Było trudno, bo stan budynków pozostawał wiele do życzenia, ale mogłem liczyć na dobrych ludzi, radnych, działaczy społecznych, którzy zawsze byli ze mną na pierwszej linii ognia, wspierali moje działania.
M.S.: Co to znaczy?
- Rozpoczęliśmy budowę trzech szkół równocześnie. Bałem się, że znowu zostanę przeniesiony w inne miejsce. W Taczowskiej Woli szkoła to była dwuizbowa chałupinka wymagająca natychmiastowej zmiany. Dzięki wsparciu mieszkańców, m.in. pana Orzechowskiego z Taczowa, rozpoczęliśmy budowę. Najpierw zaczęliśmy od świetlicy, którą stopniowo rozbudowaliśmy na szkołę. Muszę wymienić tutaj nazwiska tych, którzy mieli swój ogromny udział na rzecz budowy. Są to rodziny Plutów, w tym sołtys pan Jan Pluta, pozostałych nazwisk, niestety, nie pamiętam. To był przykład wielkiego zaangażowania społecznego np. sołtys Pluta posiadał okresowo czek in blanco na zakup towarów i materiałów na budowę. Za moich czasów powstała szkoła w 90%, następnym etapem była kotłownia.
M.S.: A jak poradziliście sobie ze szkołą w Zakrzewie?
- Podstawowym problemem w Zakrzewie był zakup działki budowlanej pod szkołę i plan zagospodarowania przestrzennego. Ten problem nierozwiązany od 1950 roku wiązał się z przywiązaniem rolników do dobrej ziemi pod miastem. Niebiosa jednak zesłały nam pana Stanisława Kraszewskiego, który ożenił się z miejscową dziewczyną, a ta dostała w posagu 2h ziemi za kościołem. Kraszewski postanowił sprzedać działkę pod szkołę i wyjechać nad morze. Cena była ustalona, zatwierdzona przez Urząd Wojewódzki i sesję GRN. Niestety, w wyniku konfliktu koleżeńskiego, zaczęły się problemy. Mieliśmy kontrolę  wydziału Finansów Urzędu Wojewódzkiego i ustalono, że szkoła w Zakrzewie nie jest pilnie potrzebna. Zarządzono sprawdzenie tej decyzji przez prokuraturę, o czym oficjalnie nie wiedziałem. Dopiero po roku dowiedziałem się, decyzja moja i rady była prawidłowa. Musiałem doręczyć tylko kilka dodatkowych dokumentów.
M.S.: I zaczęliście wreszcie budowę szkoły?
- Tak, to była pilna sprawa, gdyż stara szkoła była w bardzo złym stanie. Zniszczyły ją częste pożary od pieca, poza tym była ogromna ciasnota i ubóstwo widoczne w każdym miejscu. Za moich rządów zdążyłem wykonać fundamenty.
M.S.: A co ze szkołą w Dąbrówce?
- O tę szkołę szczególnie zabiegał na radzie gminy sołtys Dąbrówki. Tam też była stara drewniana chałupa, dlatego wspólnie podjęliśmy decyzję o budowie szkoły. Z działką nie było problemów, więc zaczęliśmy gromadzić materiały i kopać fundamenty. Rosła nowa inwestycja, było ciężko, ale dla nas wszystkich był to ogromny sukces i radość.
M.S.: Czy mógłby Pan wymienić osoby, które szczególnie zaangażowały się w budowę szkoły?
-Razem ze mną działali i zawsze mogłem na nich liczyć: przewodniczący GRN Henryk Gaj, prezes GK ZSZ Jan Gromski i zawsze i wszędzie wszechobecny Józef Lipiec.
M.S.: Co jeszcze wspólnie zrobiliście po budowie szkół?
- Teraz należało spełnić życzenie strażaków. Najpierw rozbudowaliśmy remizę w Cerekwi o część kulturalno- świetlicową 150m2 - dzisiejszy Urząd Pocztowy. Również w Taczowie wybudowaliśmy świetlicę o powierzchni 400m2.
M.S.: A co z lokalnymi drogami?
- Każda wieś miała fundusze własne na budowę drogi, kupowano szlakę, żwir, chociaż kobiety buntowały się, bo od szlaki było mnóstwo kurzu. Największy problem był z dojazdem z Gulina do Taczowa, ponieważ jezioro znajdujące się w pobliżu domu pana Mortki prawie nie wysychało. Sam miałem sytuację, ze ugrzęzłem w lipcu samochodem tak, że musieli mnie wyciągać miejscowi rolnicy.
M.S.: Czy po tym wydarzeniu coś się zmieniło?
- Obiecałem, że drogę zrobimy twardą, asfaltową. To była pierwsza w historii wsi gminna inwestycja, gdyż droga należała do powiatu i województwa. Osobiście z sołtysem Janem Biernatem z Gulina wyoraliśmy końmi granicę drogi. Baliśmy się reakcji właścicieli, ale na szczęście wszystko skończyło się dobrze. To chyba dzięki modlitwom i prośbom mieszkańców udało się zakończyć budowę drogi. Później na sesji GRN skrytykowano tę decyzję, argumentując, że to ja dla siebie buduję drogę. Uważałem to za czystą złośliwość, gdyż mam działkę w Kozinkach i nie rozumiem, dlaczego miałbym jeździć tak wydłużoną trasą. No cóż, przyzwyczaiłem się, że wszędzie znajdowali się przeciwnicy i krytycy moich decyzji.
M.S.: Czy spotkał sie Pan jeszcze z jakimiś trudnościami?
- Kolejne problemy związane były z budową chodnika. Okazało sie, że poboczem na którym położono chodnik, chodziły krowy z pola, teraz były zmuszone chodzić jezdnią. To według niektórych było niebezpieczne, zastanawiano się nawet, kto na drodze będzie miał pierwszeństwo?
M.S:. Kto był odpowiedzialny za wykonywanie tych prac?
- Między innym spółka budowlana Andrzeja Głowackiego Bungala  z Podlesia Mleczkowskiego, drobni rzemieślnicy oraz firma Radimex z Mleczkowa.
M.S.: A co z Domem Kultury?
- Mieliśmy ambicje, aby był duży i wspaniały, bo było na niego ogromne zapotrzebowanie. Niestety, lokalizacja okazała się niezbyt trafna bez podjazdów i parkingu.
M.S :A jak wyglądała budowa wodociągu?
- To była inwestycja wojewody, bardzo rozbudowana i potrzebna w tym okresie.
M.S. :Skąd mieliście na to wszystko fundusze?
- Jeśli chodzi o pieniądze, to był to dla mnie i wszystkich mieszkańców bardzo korzystny czas. Minister Wilczek wprowadził wówczas ustawę o przedsiębiorczości. Dzięki niej powstawały prywatne firmy. Ponieważ gmina była częścią miasta, łatwo było nająć pomieszczenia i zakupić działki. Wyczułem ten czas i starałem się mobilizować mieszkańców gminy i sołtysów do korzystania z  ustawy. Miałem listę rolników chętnych do sprzedaży działek pod budowę zakładów i budynków do dzierżawy. Dzięki wielu rozmowom, spotkaniom z dyrektorem banku powstało  315 zakładów pracy, w tym stolarskie, masarskie, budowlane, mechaniczne. W tym czasie narodziły się takie firmy jak Bungala,  Radimex, Garbarnia. Na nasze konto pośrednio płaciły te firmy podatki -  50% dla gminy i 50% dla wojewody. To było prawdziwe Eldorado. Śmiem powiedzieć, ze można było w tym czasie budować w Zakrzewie podgrzewane w zimie chodniki.
M.S.: A skąd pochodziły dochody rolników?
- To był czas siewu i prywatnej inicjatywy. Jeśli byli tacy, co niewiele potrafili, to nauczyli sie bić i sprzedawać świnie, cielęcinę. Co trzeci mieszkaniec był ulicznym przedsiębiorcą. Ale niestety, i tu pojawiły się problemy.
 M.S.: Z czego one wynikały?
- Początkowo za handel wysoko karano mandatami, sprawami w gminie. Przychodzili do mnie cały czas interesanci z prośbą o pomoc i  interwencję. Robiłem, co mogłem, aby pomóc, ale nie było łatwo.
M.S.: Był Pan ogromnym wsparciem dla mieszkańców. A jak wyglądała budowa kościoła, tak ważnego miejsca na wsi?
- W czasie mojego urzędowania wybudowano dwa kościoły. Jeden w Kozinkach ( w Wólce Taczowskiej), drugi w Dąbrówce. Pośredniczyłem w dostarczaniu materiałów budowlanych i części, ale oficjalnie inwestycji tych pilnował wojewoda.
M.S.: A jak w tym czasie rozwijało się w gminie rolnictwo?
- Uważam, że było dobrze. Uprawiali len, konopie, warzywa. Z tego był spory zysk. Jako naczelnik gminy byłem za to odpowiedzialny. Nie zawsze udało mi się wszystko zorganizować i przeprowadzić tak, jak sobie zaplanowałem. Ciągle napotykałem trudności.
M.S.: A co z rozdzielaniem przydziałów na maszyny rolnicze? Pewnie nie było to łatwe?
- To było bardzo trudne zadanie, mnóstwo chętnych. Każdy właściciel przynajmniej 5ha ziemi chciał otrzymać przydział talonu na ciągnik i nowoczesne maszyny. Często musiałem dokonywać trudnego wyboru, niektórych odsyłałem kilkakrotnie, ale udało mi się, w jednym roku rolnicy otrzymali około 50-60 ciągników. To zdecydowanie wpłynęło na rozwój wsi i jej nowoczesność.
M.S.: Jak wspomina Pan Herniczków- właścicieli dworku w Zakrzewie?
- O Herniczkach słyszałem już wcześniej, ponieważ mieli krewnych w mojej rodzinnej gminie Iłża, m.in. w Prędocinie i Jedlance Nowej. Zarówno ja, jak i moi pracownicy wspominamy ich bardzo dobrze. Mój ojciec w 1945 roku odkupił w Nowej Jedlance od pana Herniczka stodołę, ogromną z bali, która służyła nam do 1960 roku. W jednym z moich wierszy opisuję historię Feliksa Pomykały, który był kowalem we dworze pana Herniczka w Jedlance. Dzięki namowom  państwa Herniczków brat Feliksa- Józef Pomykała rozpoczął naukę w szkole weterynaryjnej i w późniejszym okresie pracował jako weterynarz w gminie Iwaniska za Ostrowcem Świętokrzyskim. Obecnie rodzina Feliksa mieszka w Białobrzegach, jego wnuczka- nauczycielka pisze wiersze. Rodzina Józefa zaś mieszka w Człuchowie.
M.S.: Jakie ma Pan wspomnienia z pracy w naszej gminie Zakrzew?
- To był bardzo dobry czas zarówno dla mnie, jak i jej mieszkańców. Cieszę się, że moi następcy, pierwszy wójt Mirosław Ślifirczyk i obecny Sławomir Białkowski, rozbudowali mój plan. Powstały piękne nowoczesne szkoły, nowe odcinki dróg, wspaniała biblioteka, Dom Ludowy w Zatopolicach oraz liczne miejsca wypoczynku i rekreacji, Gmina jest piękna, rozwija się. Cieszę się, że miałem w tym mały udział. Szczególnie wielki szacunek mam do wójta Sławomira Białkowskiego i jego wielkiej inwestycji, jaką jest Park Historyczny w Taczowie. To wyjątkowe i bardzo ambitne przedsięwzięcie, które mam nadzieję rozsławi gminę na całą Polskę. Obecny Wójt to wspaniały gospodarz, który w pełni wykorzystał swoją szansę i dobrze spożytkował ambicje.  Życzę mu dalszych sukcesów i pomyślności w pracy.
M.S.: Jak ocenia Pan dzisiaj Zakrzew?
- Według mnie to super gmina, rozbudowana, zadbana i piękna. Co ważne, pracę pana wójta i pozostałych pracowników gminy docenia się i szanuje.
M.S.: Co zrobiło na Panu największe wrażenie?
- Bez wątpienia jest piękna i nowoczesna biblioteka, prawdziwe centrum kultury dla tych starszych i młodszych mieszkańców gminy. To zupełnie inny świat. Dostrzegam dobrą współpracę miedzy miejscową władzą, mieszkańcami, przedstawicielami lokalnego biznesu. Są tego wyraźne owoce i szanse na jeszcze lepszą przyszłość i wciąż nowe inwestycje. Tego wszystkim z całego serca życzę. Dziękuję za wszystkie lata mojej pracy dla tej gminy, trud, jaki poniosłem, nie poszedł na marne.
M.S.: Po latach aktywnej pracy i działalności społeczno- politycznej proszę powiedzieć, czym zajmuje  się Pan dzisiaj?
- Jestem już dziadkiem, mam 75 lat i powinienem odpocząć, ale to nie jest w mojej naturze. Kiedy byłem w Kazachstanie, poznałem ludzi, którym zawdzięczam moją obecną pasję. W rozmowie z nimi okazało się, że nie znam dokładnie moich korzeni i przodków. Zawstydzony, postanowiłem tę wiedzę zdobyć i zgłębić. Spisuję genealogię, czyli historię mojej rodziny. Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że pierwsi moi przodkowie pochodzą z 1611 roku, jest to dość niespotykane jak na rodzinę rolniczą. Dowiedziałem się, że mam bogate korzenie, a moja rodzina bogatą historię. Jestem z tego bardzo dumny.
M.S.: Słyszałam również, ze pisze Pan wiersze?
- Tak, to moja wielka pasja, marzenie jeszcze z czasów młodości, które udało mi się wreszcie zrealizować u schyłku życia. Wydałem już 8 tomów i mam nadzieję, że uda mi się jeszcze coś napisać.
M.S.: Jakie są wobec tego pana plany na najbliższe lata?
- Trudno powiedzieć, ale jeśli tylko mi zdrowie pozwoli, chciałbym robić to, co będzie wzmagało moją aktywność, dawało satysfakcję, a przede wszystkim służyło rodzinie i społeczeństwu.
M.S.: Wobec tego życzę  dużo zdrowia, wielu pomysłów i dziękuję bardzo za rozmowę.

Magdalena Sobień


Taczów 2015

 


Taczów 2014


Pamięci mieszkańców Gminy Zakrzew
Konferencja międzynarodowa - "20-lecie miedzywojenne"


Wieczór Wigilijny w Gminie

Już od kilku lat w centrum Zakrzewa odbywa się spotkanie wigilijne dla mieszkańców naszej gminy, przedstawicieli władz gminnych i samorządowych jak również zaproszonych gości. Jest to szczególny czas, kiedy można porozmawiać, śpiewać kolędy a przede wszystkim złożyć sobie życzenia świąteczne. Jest to również czas, kiedy nasze serca są bardziej wrażliwe i otwarte na potrzeby innych. Szkolny Wolontariat wykorzystał tę okazję,  aby przeprowadzić zbiórkę funduszy na pomoc najbardziej potrzebującym uczniom naszego gimnazjum. W związku z tym zostało przygotowane stoisko z dekoracjami świątecznymi, a całkowity dochód z ich sprzedaży został przeznaczony na powyższy cel.


Dożynki Gminne 2013


 

Taczów 2013

 


 

Dożynki Gminne 2012


Taczów 2012

 


Dożynki Gminne 2011

Taczów 2011

Wieczór Wigilijny 2010

Dożynki Gminne 2010

 

...................................................................................................

Rycerze Bogurodzicy
Taczów, 12 czerwca 2010 roku

 

...................................................................................................

Dożynki 2009

...................................................................................................

600 - LECIE BITWY POD GRUNWALDEM
Taczów 2009

...................................................................................................

Wieczór Wigilijny - Zakrzew 2008

...................................................................................................

Zakrzewskie Dożynki 2008

 

Wigilia Gminna 2007

   Już po raz kolejny wójt gminy Sławomir Białkowski i Rada Gminy zorganizowali Wieczór Wigilijny dla mieszkańców. I my tam byliśmy, pierogi jedliśmy i barszczyk piliśmy ...

...................................................................................................

Dożynki 2007

...................................................................................................

Dożynki 2003

Odkrycia archeologiczne

   We wrześniu 2003r. ekipa archeologów przeprowadziła badania wykopaliskowe na stanowisku w Koziej Woli, gm. Zakrzew. Dostarczyły one wielu cennych informacji na temat funkcjonowania osady kultury przeworskiej sprzed 2000 lat. Archeolodzy odkryli m.in. pozostałości po budynkach mieszkalnych, paleniskach, jamach zasobowych i odpadowych oraz po piecach hutniczych do wytopu żelaza. Wśród licznych fragmentów potłuczonych naczyń glinianych znaleziono m.in. 2 przęśliki i 2 fragmenty noży żelaznych. Do ciekawych znalezisk należy dno garnka, które ozdobiono ornamentem w formie motywu roślinnego.